?

Log in

No account? Create an account

Wstępniak

Muzyka
Książki
Grafika
Fanfiction

Jestem entuzjastą
Jestem don kichotem analitykiem. Sorry. Z wiekiem urodziłam się na nowo jako INTj.

Ponieważ ten LJ jest stary jak świat a pisałam tu przedziwne rzeczy, wszystkie moje stare notki są poukrywane, a pozostawiłam tylko recenzje i jakieś niegroźne podsumowania.
Ludzie się nie zmieniają, ale ich poglądy i wizje jak najbardziej - gdy teraźniejszość staje się przeszłością, niedawna przeszłość historią, a czas weryfikuje niegdysiejszą niby-to-pewną przyszłość. Przeszłe myśli i wspomnienia są moje, ale czasem niezgodne z obecnym postrzeganiem świata. I dlatego ukryte;)

Tags:

X-men - Apocalypse 8/10

Tags:

Krótka notka żeby pokazać, że żyję  i jeszcze nie zapomniałam o livejournalu  ;)))
Jakiś czas temu umarła we mnie wena do pisania fików (stopniowo wraca, staram się jej nie odstraszyć...) i przeobraziła w wenę do rysowania, malowania i wszelkich form graficznych. Na fali miłości do x-menów, o których zapomniałam na jakieś 12 lat i o których przypomniałam sobie niedawno, zabrałam się za szkicowanie tuszem - technika zapomniana przeze mnie tak samo jak x-meni... - i po wielu dniach dziubania udało mi sie skończyć TO:
[Swoją drogą, im bardziej wkręcam się w ten fandom, tym bardziej uciekam od sherlockowego, gdzie ilość dram na polskich community w ostatnim czasie przekroczyła dopuszczalne normy.]
Walczę z akwarelami którymi chwalić się nie zamierzam bo to żałość, ale pierwszy raz zabrałam się za malowanie tkanin i w efekcie nudna torba płocienna przestała być tak nudna jak wcześniej ;) http://isshi69nikkei.deviantart.com/art/bipridecolours-bag-613657523
Tak. Tym właśnie się zajmuję gdy nie wyklinam swojej pracy, gdzie wciąż trwa stan niewyrabiania się z niczym. Trzy miesiące szukaliśmy asystentki do zespołu, W KOŃCU się udało (mam nadzieję, że w ostatniej chwili się coś nie skopie i dziewczę nie zrezygnuje...) i za tydzień zaczynam zabawę w szkolenie nowej osoby. Nie robiłam szkoleń od dobrych paru lat i w sumie nie mam pojęcia, jak się w tym będę sprawdzać.
A z innych tematów, gdzie nie wiem, jak się będę sprawdzać: za 2 tygodnie idę z kumplem na wesele jego znajomej z pracy. Nie będę znać poza nim nikogo i mam obawy, jak mój napadowy introwertyzm zniesie taką ilość obcych ludzi. No i wesele...! strasznie rzadko chodzę na takie imprezy, a za rok czeka mnie ślub siostry, którego pod wieloma względami już się obawiam. Cóż, przełamać się czas najwyższy.
W sumie miałabym jeszcze wiele słów do napisania, ale właśnie czuję, że mam ochotę odświeżyć sobie x-men 2 który ostatnio widziałam jakoś w gimnazjum i raczej nie pamiętam juz prawie nic. Tydzień zaczął mi się dziś o poranku fatalnie, więc niech chociaż się poniedziałek zakończy pozytywnie ;)

Tags:

nie mam czasu na myślenie

W pracy duży projekt w końcu zwalił się z pełną mocą, kilkaset osób do rejestracji, ponad sto stacji dealerskich, jakaś kosmiczna ilość dokumentów, bazy do opracowania a w tle KNF i maltańskie zakłady ubezpieczeń.
Spędzam w pracy po 11-12 godzin na najwyższych obrotach gdzie nie ma czasu iść na herbatę i końca nie widać.
Zaczynam się przeziębiać, a szans na choćby dzień urlopu nie mam żadnych. Dobrze, że jakoś zaraz jest wielkanoc - zawsze jeden nadprogramowy dzień, gdzie biuro jest zamknięte :|

Mam ochotę zwinąć się w kulkę zmęczenia i nie ruszać się z niej przez miesiąc. W sumie to jestem tak wykończona, że nie mam nawet siły narzekać. A na fejsie czy  gdzieś i tak przeczytam płaczliwe popiskiwania jakiejś ofiary losu, że wstać o 10 na 4 godziny zajęć to koniec świata. Wkurzałabym się moze, ale nie jestem w stanie na nic reagować inaczej niż błogim uśmiechem powodowonym faktem, że mózg mi sie zmienia ze zmęczenia psychicznego w galaretę.

Tags:

lutowe blaaaa

W pracy zaczyna mi się zakopanie w absolutnie wszystkim, bo mój zespół zaraz będzie działać w okrojonym składzie, a los chciał, by w ciągu paru miesięcy weszło w życie kilka cudnych przepisów, dzięki którym stawki za OC skoczą (w sumie już skoczyły...) nawet dwukrotnie, wojna cenowa się skończyła w ubezpieczeniach komunikacyjnych i zaczęła się wycena ryzyka z prawdziwego zdarzenia. Ja już WIDZĘ jak będę stawać na rzęsach, żeby wytłumaczyć klientom, dlaczego przez ostatnie 4 lata płacili za OC 550 zł a teraz wychodzi tysiąc. Nie znoszę nudy w pracy, ale obawiam się, że zaraz zacznęna rzekać na nadmiar zajęć, nadgodziny i stan pt. "maile, które wpłynęły wczoraj na moją skrzynkę powinnam była zrobić od razu, a wciąż ogarniam przedwczorajsze". Gorycz i spodziewaną upierdliwość klientów osładza przedłużenie umowy na korzystniejszych niż się spodziewałam warunkach i awans na starszego specjalistę, ale pewnie narzekać będę tak czy inaczej :||
Chociaż obiecywałam sobie, że nie będę się więcej angażować w fiki-giganty, nic z tego nie wyszło i cóż pozostaje mi powiedzieć poza Oops I did it again? Nie wiem w sumie, jak temu zaradzić, że kolejny raz zaczęłam pisać ze wstępnym planem, który wydawał się dawać akcję na 100-150 stron, a przy setnej byłam na tegoż planu 3 punkcie z 10. Jakkolwiek kocham pisanie i wolę je od każdej innej formy twórczości, to jednak malowanie miało swoje zalety: ograniczona byłam do formatu kartki jaką wzięłam na starcie i nie dało się przeskoczyć pewnych ram objętościowych i czasowych, no bo ileż warstw farby można nałożyć na nieudany nos, którego nigdy nie umiałam malować? xD Chyba to właśnie mnie skłoniło do zabrania się jakoś niedawno za malowanie - a efekt poniżej ;) Treściowo special mógł nie zachwycić, ale i tak kochałam tę scenkę.
Ech. Otwieram znów worda i znów patrzę i w sumie mam teraz do napisania proste scenki do których notatki wyglądają sensownie i ja CHCĘ to pisać, ale czasem tak strasznie pragnęłabym umieć tworzyć krótkie formy w granicach 20-50 stron, które otwierają się i zamykają w ciągu dwóch tygodni i odchodzą w zapomnienie.
Poza tym zdycham teraz po ćwiczeniach z obciążnikami na nogach, które sprawiają, że 'trening domowy na uda' jest katorgą, podczas gdy bez nich - w sumie można go już uznać za bardziej relaksujący niż siłowy. Wytrzymałam 3 serie, a motywowała mnie tylko myśl o zestawieniu 2 zdjeć typu before-after, które obrazują jak w rok można wrócić do wagi i figury idealnej z alkoholowo-makaronowego zaniedbania. Od miesięcy nieprzerwanie mam zapisane na pulpicie i motywuje mnie do ćwiczeń i zdrowego żywienia nawet w najbardziej krytycznych momentach ;)
Zdycham na tyle, że chociaż w sumie miałam wenę na notkę, to jednak na tym poprzestanę i jednocześnie spakuję lunch na jutro do lodówki, żeby nie kusił swoim widokiem o tej porze xd
Ponieważ LJ mi ożył po hiatusie, postanowiłam tego nie zmarnować ;) Miałam jakieś luźniejsze weekendy i popołudnia, które marnowałam w dużej mierze mając ubaw na sherlockowych community, tumblrach i innych fandomowych spamiarniach. Mnóstwo ubawu.
Oto najlepsze smaczki z dyskusji na community fejsowych odnośnie speciala i Sherlocka w ogóle:
- zdziwienie, że Sherlock się naćpał i upieranie się, że on przecież "nigdy nie brał narkotyków, nawet w HLV (!!!), a gdy Molly go wtedy zbadała był przecież czysty i tutaj trochę przegięli" (laska ciągnęła to kilkanaście postów i upierała się, że ona jest spostrzegawcza i po prostu WIDZI, że on nie był ćpunem i jedyne co w życiu 'brał' to plastry nikotynowe)
- „Irene była w środku zagubioną emocjonalnie, słabą dziewczynką i dlatego przyjęła na siłę męską rolę społeczną, aby tak się zamaskować”
- dyskusja jakiegoś młotka o tym, że special "to ewidentna homopropaganda" i że on "nie jest homofobem, ale nienawidzi gejów w telewizji", na stwierdzenia, że Irene była z kolei les - nie reagował i toczył pianę coraz bardziej agresywnie. Był pierwszą obcą mi osobą w historii, którą zablokowałam, żeby nie widzieć jako postów ani jakiejkolwiek aktywności. W pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać, czy to czasem nie troll, przecież ludzie nie mogą być aż tak głupi...
- dyskusja o feminizmie jakiejś gówniary uważającej, że jest złem gdyż "każda ideologia co ma końcówkę -izm jest zła, np. nazizm, feminizm" (ona naprawdę pisała serio)

I na koniec bonus spoza polskiego fandomu ;))
https://40.media.tumblr.com/d09c801d4f5204b7adf4fcd559dc6218/tumblr_o0p0s9ENGd1rp1voro1_500.jpg
Oraz bonus starwarsowy, bo rozbawiło mnie to do łez xD
http://czokledlock.tumblr.com/post/136972865805/sabacc-au-where-everything-is-the-same-but

Z tematów poza-fandomowych: w moim biurze spieprzyło się ogrzewanie. Tak jakoś wyszło, że nie grzeje mniej więcej co drugi dzień albo zamiast grzać wieje zimnym powietrzem. Jestem nieprzerwanie przeziębiona od połowy grudnia, dziś znów wróciłam ze stanem podgorączkowym. W sumie nie wiem, czy głowa boli mnie bardziej od przeziębienia czy od tego, że wczoraj przywaliłam nią w otwartą szafkę tak, że aż mnie zamroczyło.
Wena mi przygasła nad czym ubolewam; oto czym się kończy zabieranie się za dziwaczne pairingi w ramach ‘wyzwania’ chociaż zupełnie się ich nie czuje.
Poza tym dla zdrowia psychicznego zablokowałam wszystkie stronki polityczne i przestałam czytać newsy na portalach informacyjnych - do pewnego momentu miałam jeszcze potrzebę się nakręcać i wściekać, ale stan krytyczny został przekroczony. Moje życie stało się prostsze i przyjemniejsze, odkąd się na to zdecydowałam. Filtry informacyjne! Cóż, pewnie ignorancja, ale co mi da całe moje wściekanie się? 

Przebudzenie Mocy - 8,5 / 10

Nowości filmowo-serialowe przebudziły mojego lj-a, jak się okazuje ;))
Właśnie wróciłam z Gwiezdnych Wojen, nie będę robić zaawansowanej recenzji z opisem wszystkich scenek i spoilerami i zacznę od tego, że dziś, w przeciwieństwie do oglądania Sherlocka sprzed paru dni, W KOŃCU miałam poczucie, że dostałam KOLEJNĄ CZĘŚĆ serii, która była dla mnie ważna i należała do mojego życiowego TOP10.
Przebudzenie!!:)Collapse )
Wchodzenie na tumblra tak krótko po premierze speciala było niebezpieczne. Wczoraj strona mi umarła na skutek ilości gifów o mega-rozdzielczości, dziś podjęłam kolejną próbę - tym bardziej, że od czasu obejrzenia odcinka przeszła mi trochę złość i zdegustowanie i poczułam się nawet gotowa, by bez negatywnego nastawienia zabrać się za to ponownie - jutro, albo dziś jeszcze, jak uznam, że wieczór długi i gotowy na wyzwania.
Tak czy inaczej, przed drugim podejściem zabrałam się za tumblra, uruchomiłam sobie ulubione tagi i, łomatkojedyna - jak przejrzałam wszystkie te fanowskie nadinterpretacje, to aż się krztusiłam ze śmiechu, ale wiecie... nie w taki sposób "jakie to żałosne" tylko "niektórzy ludzie jednak są cudowni w swojej fantazji". Część nowopowstających headcanonów  brzmiało na tyle przekonująco, że mam wrażenie, że oglądając to z kimkolwiek będę czuć się tak, jakbym zaproponowała mu wspólne oglądanie porno xDD Tumblr ryje mózg. Ale przynajmniej ryje w zabawny, uroczy i nie-aż-tak-szkodliwy sposób (oczywiście wszystko to jak się wyłączy tag "johnlock" bo niestety ale od jakiegoś czasu nie używają go już tam normani ludzie, a ja za stara jestem na czytanie wojen o shipy, bo akurat TO jest śmieszno-żałosne.)
a tu są moje narzekania na fandomCollapse )
Za banalność rozwiązań fabularnych obcięłam specialowi punkty, ale widać nie powinnam była, bo dla masy ludzi to i tak się okazało zbyt skomplikowane i ponad możliwości intelektualne. Dziś zrozumiałam, że w polskim aktywnym fandomie SH przynajmniej połowa ludzi to ćwierćinteligenci (nie mówię, że wszyscy, bo jednak duża część oczywistości zobaczyła i prowadziła dyskusje mające ręce i nogi) którzy w sumie nie wiem, jak dotarli w serialu tak daleko, skoro w początkowych odcinkach jednak trzeba było myśleć. Tak czy inaczej... wracam na tumblr to międzynarodowego piszczenia, to naprawdę dużo przyjemniejsze.

Sherlock special - ocena 6/10

Na początek - zamierzałam unikać spoilerów i poczekać sobie na angielskie napisy parę godzin, zamiast oglądać odcinek z tnących się streamów i nie wszystko rozumieć ze słuchu; poczekałam, cały wieczór zajmowałam czymś innym, odcinek się skończył, a ja pół-przypadkiem weszłam na sherlockowe community, chcąc tylko ZERKNĄĆ czy reakcje są pozytywne czy negatywne... i niestety spoilery były tak jaskrawe, że zobaczyłam i nie dało się od-zobaczyć i MUSIAŁAM sobie włączyć parę scenek. Ściągnęłam odcinek i napisy i poszłam spać, bo słusznie spodziewałam się, że oglądanie zajmie... dużo więcej niż 90 minut.

SPOILER ALERTCollapse )


Tak sobie myślę - wolę, gdy już nie mam na coś fazy, a pojawia się nowy album i jest na tyle dobry, że potrafi on fazę przywrócić. Gdy czekam na coś emocjonalnie, to zawiedzie mnie, chyba że jest po prostu genialne (a nie tylko "naprawdę dobre"), a to zdarza się cholernie rzadko. No i tu nie zdarzyło.
Wracam do fika, gdzie Moriarty jest jednoznacznie żywy i stuka sie naprzemiennie z Mycroftem i swoim snajperem, to daje mi znacznie więcej radości niż dał special.

przerywnik

Mój lj przeżywa hiatus, ale wciąż żyję i może kiedyś tu bardziej aktywnie wrócę. Powody braku postów, w kolejności mniej-więcej chronologicznej:
- praca, praca, praca + dojazdy i późne powroty do domu
- kompletny brak weny do wynurzeń
- marnowanie wszystkich wolnych chwil na czytanie niezdrowej ilości ff sherlockowych, dniami, nocami i nawet do śniadania
- skręcony nadgarstek i 3 tygodnie z usztywnieniem prawej ręki gdzie używanie kompa było męczarnią
- parę długich weekendów
- MUNDIAL ^O^
- zepsuty na amen komp, dopiero przyszedł nowy, wciąż do niego nie przywkłam.
I taka ogólna przyczyna - o tematach różnych, od błahych, przez dziwaczne do poważnych od dłuższego czasu dyskutuję z całym moim internetowym towarzystwem pm-kowo i mailowo, więc powielanie tych samych tekstów na martwym lj-u wydaje się nie mieć większego sensu ;)

Erase

Piątkowa integracja pożegnaniowa skończyła się dla mnie następnego dnia o dziewiątej rano, po nieprzespanej nocy i takiej ilości używek, że poczułam potrzebę zrobienia sobie kilkudniowego odtruwania. Koszmar. Za pozytyw należy uznać zrobienie rewolucji podczas gruntownego sprzątania w paru szafkach w sobotnie południe, fakt, iż jednak zabrałam się późnym wieczorem za naukę oraz ten, że na imprezy zabieram zawsze tylko tyle pieniędzy ile moralnie czuję, że mogę wydać. Tak, wydałam wszystko.


Czułam się wciąż jak zwłoki aż do niedzieli, ale dalej dzielnie uczyłam pytań na obronę, robiąc to niejako dwuaspektowo: żeby UMIEĆ i żeby do nauki się wkręcić jako procesu, gdyż w lutym czeka mnie egzamin brokerski, zarządzony przez kierowniczkę. W skrócie: jedyny liczący się certyfikat związany z pracą w pośrednictwie ubezpieczeniowym, organizowany ogólnokrajowo. Czeka mnie więc.. zabawa ;) przy czym o ubezpieczeniach się kocham uczyć, a rachunkowości i inwestowaniu, które właśnie przerabiam - absolutnie nie.


Dziś miałam ciężki dzień. Wczoraj też. I w poniedziałek. Cały ciężki-ciężki, chaotyczny, męczący, zamulasty tydzień, poczucie nieogarnięcia wewnętrzno-zewnętrznego, jesień dołująca za oknem, organizm, co jesieni nie chce i się buntuje. Jestem ogólnie jakoś wykończona, czeka mnie dziś znów nauka (plan: dwie godziny non-stop i rzucam notatki by oglądać seriale aż padnę). Czekam na weekend, wolny poniedziałek który wzięłam dla relaksu i dla nauki, na odstresowanie i naładowanie baterii. Nie potrzebowałam resetu, jaki miałam z piątku na sobotę. Potrzebuję naładowania, bardzo potrzebuję naładowania.

przegląd k-popowy zima-wiosna 2013

Jeśli chodzi o muzyczne recenzje, nie pisałam pół roku; w międzyczasie pojawiło się DUŻO rzeczy i czas najwyższy skrótowo je opisać. Nie będę wspominać o wszystkich, zrobię tylko przegląd hitów i kitów oraz pełnych albumów i tych bandów, co uważam, że muszę o nich wspomnieć.

2NE1 - 1) album live "Global Tour Live (New Evolution in Seul)" - dziewczyny zawodzą, nudzą i męczą w wersji na żywo. Bom i CL są koszmarne - sorry, nawet jeśli w studiu z ich głosami da się zrobić cuda, to na scenie zdecydowanie lepiej brzmią bardziej 'blade' w swym wokalu Minzy i Dara. Tak czy inaczej, tej płyty słucha się po prostu źle. Przy całej mojej miłości dla tego zespołu, nie poszłabym na ich koncert, chyba że grałyby mi na placu przed kamiennicą ;)  2) utwory nagrywane z will.i.am "take the world on" oraz "gettin' dumb" i tu należy się parę słów komentarza. Will.i.am to fantastyczny artysta, MEGA utalentowany producent  (nawet jeśli nie kocham jego twórczości) i gwiazda. Przede wszystkim gwiazda. Gwiazda na tyle wielka, by 2NE1 brzmiało przy nim jak szkolny chórek. Tyle w temacie...

2Yoon - po sukcesach różnych podgrupek, coś podobnego wypuściło 4minute; Gayoon i Jiyoon brzmia naprawdę nieźle, minialbum jest chwytlliwy i przyjemny, nieco w rytmach country (? xDD), a utwór Why not - świetny, zbierający wszystko co najlepsze w k-popie w ogóle i 4minute w szczególności.

4minute - "Name is 4minute" - nieco gorzej przedstawia się album całej grupy. Niby promocyjny utwór fajny, ale trochę za dużo audiotune i niby to nowoczesnych dźwięków, jakieś szczekanie psa, wtf...? troche przekombinowane, ale nie ma tragedii, w porównaniu z kilkoma dziwnymi nurtami w jakich szedł  ten zespół; taki powrót do Hot Issue w unowocześnionej wersji jest w sumie interesujący.

"Color of k-pop" - kilka utworów z różnymi wokalistami produkcji SBS. Idealny przekrój wszystkiego, co dzieje się obecnie w k-popie. Szczególnie polecam utwór grupy Dazzling red.

B1A4 - zespół nadal przyjemny, niezły i jak leci w tle, to nie przeszkadza. Nic jednak mnie nie zachwyciło tak, jak ich premierowe "beautiful target', jednak ostatnio moje zainteresowanie boysbandami spadło, więc nie jestem dobrym odbiorcą.

BlockB - chcę tylko wspomnieć o jednym utworze: Nililili Mambo jest świetne. Basowe, energetyczne, dobrze skonstruowane i zabawne. Szczerze polecam.

Boyfriend - najgorsza nazwa dla zespołu jaka może istnieć, ale singlowe I Yah - naprawdę fajne.

Crayon Pop - nie pamiętam ich poprzedniego utworu, ale nie był najlepiej wyprodukowany z tego co kojarzę, natomiast Dancing Queen jest naprawdę niezłe, podoba mi się odrobinę molowa tonacja tego utworu.

Dal Shabet - temat rzeka. Zespół reklamowany przy debiucie do zerzygania, w dużej mierze niestrawny, mix balladek, czegoś co brzmi jak odrzuty po spice girls i kpopowej elektroniki, ale! Tytułowy utwór na minialbumie - Have don't have - ratuje wszystko, bo jest jedną z najlepszych piosenek kpopowych ostatnich kilku(nastu) miesięcy.

Delight - Mega Yak - producenci chcieli stworzyć coś pomiędzy 2NE1, D-Unit a GP Basis, jak sądzę... wyszła straszna, STRASZNA kupa. Próbowałam, ale tego nie da się słuchać, niby utwory nie są złe, ale cos z wokalami, produkcją, WSZYSTKIM jest nie tak... No jakieś to męczące jest i tyle.

D-Unit - bardzo dobry zespół z potencjałem, co mam nadzieję nie zostanie zmarnowany. Było małe potknięcie w postaci odgrzewania kotletów z pierwszego albumu, ale Affirmative Chapter i tak się broni. Zdecydowanie jestem na tak.

G.NA - ah, jina. Przereklamowana, pozbawiona talentu ślicznotka będąca bardziej kobiecą wersją Hyuny. Zupełnie nie mój typ, nie lubię ani jednej piosenki z Beautiful Kisses.

Girls Day - w końcu longplay, a nie jakieś fragmenty niby to minialbumów. Zespół niczym się nie wyróżnia, ale nie jest zły - po prostu ZERO oryginalności, typowy żeński k-pop do mycia podłóg i gotowania ;)

GLAM - miało być dobrze, a jest strasznie. W jakąś taniość i tandetę poszedł ten zespół i nie wróżę mu wielkiej kariery.

Gummy - FATE(s) - nie przepadam za jej muzyką, lecz nie sposób odmówić jej talentu. Album nie jest zbyt odkrywczy ani zaskakujący.

Hello Venus - coś jak Dal Shabet, ale bardziej wieśniackie i pozbawione utworu-dzieła.

Hyuna - Ok. Miałąm nie pisać o pojedynczych singlach, ale "My color' jest tak urocze, że nie mogłam tego pominąć. Oto jak w banalny sposób można zrobić dobry, chwytliwy utwór reklamowy - My color zostało napisane na potrzebę reklamy toyoty corolli; fajne nawiązanie tytułu utworu do produktu, ale nie nachalne. Dobry pomysł marketingowy, może nie tak świetne jak Lollipop i LG Cyon jeśli dobrze pamiętam, ale i tak rewelacyjne ^^

Kara - kolejny album składankowy, boli mnie, że nagranie 2 nowych piosenek musi się wiązać u nich z wydaniem po raz dziesiąty Mister i Girls Power. Ich album z solowymi utworami też jakoś nie przyciągnął mojej uwagi.

Ladies Code - album jest w całości źle wyprodukowany i słucha się tego BARZDO ciężko. Audiotune i nuda.

Lee Hi - nowy narybek YG Entertainment, trochę mi nie pasuje do całości... ok, 1,2,3,4 jest świetne, ale nie jestem w stanie zanucić nawet jednej piosenki poza jej debiutancką. Dziwne, bo twory tej panny królują/królowały na koreańskich listach przebojów, więc jednak sie przyjęło.

Nine Muses - oh, ah, coś czego uwielbiam sie czepiać. Zespół bez pomysłu i bez polotu, jakieś mydlane Dolls i... O.M.G. utwór Wild dosłownie zgiął mnie na pół i to nawet lepsze od dalshabetowego Have don't have. Pierwsze miejsce k-popu w 2013 - ZDECYDOWANE pierwsze miejsce. Nigdy nie przypuszczałam, że nine muses nagra coś tak dobrego.

Orange Caramel - w całości japoński album brzmi.. BARDZO japońsko i w sumie pasuje do muzyki OC. Utwory są zabawne, słodkie, parę nowych piosenek, a ogólnie dużo cukru, mięty i bitej śmietany ;)

PSY - Gentleman - czyli świat znów oszalał. Na fali popularności PSY wydał coś dość podobnego do Gangnam Style, z podobnym klimatem teledysku i tak dalej, oczywiście kasa, kasa, kasa - ale ja tam nie mam nic przeciwko. To muzyka dobra do zabawy i rozkręcania imprez, niech sobie PSY zarabia. Zdecdyowanie zyskał w moich oczach, gdy przeczytałam jego bio na wiki i wszystkim polecam to samo. Fragment o unikaniu wojska - mistrzostwo świata :D Co do utworu - bardzo podoba mi się kreacja Gain, liczę na album BEG przynajmniej tak dobry jak w czasach abracadabry ;)

Rania - pełny album, w końcu! - jak coś wcześniej, niezbyt odkrywcze, ale dobre tło. Najlepszy moment to zdecydowanie Pop pop pop.

Secret - od dawna nie podoba mi się kierunek w którym poszedł ten zespół. Wieje nudą i brakiem pomysłu.

SNSD - 1) best selection non stop mix - jak mówi tytuł. Albo słuchasz całości po kolei, albo w ogóle. Jakoś do mnie nie przemówiło... a z miksowane są prawie wyłącznie przejścia miedzy utworami, tak więc...słabe. Zwyczajne wyciąganie kasy. 2) I got a boy - tytułowy utwór to jakieś dziwy i cuda złożone z pomysłów na przynajmniej 15 piosenek. Fani zjechali to maksymalnie (poniekąd słusznie), jednakże dla mnie zdecydowanie gorsza jest przeróbka "Mercy". Cały album wieje nijakością. 3) girls and peace - nie znoszę paparazzi, flower power też nie powala. Ogólnie da się słuchać, ale po nagrani Oh! Szanse SNSD że jeszcze mnie kiedykolwiek tak zachwycą jak wtedy są zerowe... Żeby nie było, to nie jest zły zespół, nawet jesli te laski porażają mnie swoim mózgowym pustostanem, a wywiady sprawiają, ze spadam z krzesła (hahaha hihihi odkryłam w moim nowym iphonie aplikację "zmierz swoje IQ", wyszło mi 30, ktoś wie, co to znaczy?). Po prostu - nie mój klimat.

SOn Dambi - to co zwykle, dużo elektroniki i trochę balladek. Emergency call - typowy utwór tej wokalistki. Niezłe.

T-ara - 1) Bunny style. Kontrukcja zrobienia 8 czy 9 wersji tego samego singla to jakaś porażka. Jedyny utwór solowy którego da się słuchać to Do we do we QRI - słaby wynik. 2) free time in paris and swiss - remixy. Okropieństwo. Brzmi jakby było przerabiane na potrzeby wiejskiej potancówki w garażu pana Kazia. 3) T-ara N4 - mieszane uczucia. Utwór Countryside Life jest dobry. Lekki powiew świeżości, fajne instrumenty, coś całkiem innego, ale... ale. Kontrowersje wokół t-ary psują atmosferę. Ludzie ich nienawidzą, fani zespołu nie znoszą Dani, a jej wprowadzenie do tiary było mom zdaniem złym pomysłem - reszta bandu to dorosłe kobiety ze średnią wieku 22, więc dorzucanie 15-latki jest po prostu dziwne i pozbawione sensu. Wytwórnia ma problemy z marketingiem i to BARDZO poważne, a cała sprawa z Hwayong (?) będzie się za nimi ciągnęła do końca istnienia t-ary. Wszyscy dali dupy, a całą sprawa to dowód, iż przyjęcie do bandu z castingu powinno być warunkowane testami psychologicznymi, żeby wyeliminować niezrównoważone histeryczki i rozpuszczone sadystki.

Wonder girls - składanka angielsko-koreańsko-japońska. Fajne o tyle, że jest naprawdę obszerna, zróżnicowana i jakoś nieźle się słucha bez poczucia, że dostało sie zlepkogniota (jak to jest w przypadku SNSD i Kary i ich ciąłych klonowydawnictw)

Miss $, C-clown, E2RE, Jea, GI, Juniel, Sistar19, Sunny Hill, SPICA, the seeya  - balladkowe, nijakie koszmary; jak pisałam na początku, jednosinglowych nowości nawet nie wymieniam.


Na sam koniec, na zasadzie podsumowania tego, co dzieje się w koreańskiej muzyce, dwa cuda na kiju, które wypłynęły spod skrzydeł YG Family.
CL - Baddest Female - to po prostu horror i jestem nim zdruzgotana. W teledysk władowano zapewno furmankę pieniędzy, bo efekty specjalne, kilkanaście (kilkadziesiąt?) zestawów markowych ciuchów, bo tancerze i inne gwiazdy, ale to nie ratuje piosenki, której podkład brzmi jak ścieżka dźwiękowa do pacmana lub dźwięki z tetrisa. Wokal to niemal wyłącznie audiotune - tylko wstawki po angielsku brzmią normalnie i są jedyną cześcią tego koszmaru, który nie przyprawia mnie o ból głowy. Link dla zainteresowanych:
G-Dragon  - Michigo - piosenka jest prawie identyczna jak ta wyżej i ma dokładnie te same cechy co utwór CL, z tym że jest jeszcze gorsza. Podstawowa różnica, jaka przychodzi mi do głowy, to że stylizacje teledyskowe w wypadku CL są znacznie lepsze, a GD przesadził z byciem oryginalnym na siłę i dodatkowo jest dość obrzydliwy. Dla masochistów link:
Powyższe przykłady bardzo źle rokują, moim skromnym zdaniem, na przyszłość tworów YGE. Jakieś hipsterstwo, pozerstwo, złote zęby, błyszczące dresy, za dużo elektroniki, za dużo dubstepowego koszmaru i tworzenie utworów różnych wykonawców na jedno kopyto.  Przed total załamaniem mojego postrzegania tej wytwórnia ratuje ich istnienie ambitniejszych wokalistek w rodzaju Gummy i Lee Hi oraz PSY, który przynajmniej jest zabawny. Boję się, szczerze się boję, co ujrzę i usłyszę, gdy 2NE1 lub BigBang wrócą na scenę...

Tags:

Marina & the Diamonds

Ok. Pierwsza muzyczna notka od dawna; od jakiegoś czasu zachwycam się "Bubblegum bitch" i wreszcie zdecydowałam się zapoznać z całym albumem Marina & the Diamonds, powiem tak: Electra Heart jest rewelacyjne. Jakbym miała do czegoś przyrównać, to takie trochę HIM w wersji elektronicznej z damskim wokalem (swoją drogą - fantastycznym wokalem, nie do końca możliwego do docenienia po wysłuchaniu promocyjnego Bubblegum bitch). Jeśli posiłkowałabym się porównaniami z last.fm, to na pewno nie zainteresowałabym się Mariną
> zamulasta Lena del Rey, MOŻE odrobinę podobna maniera śpiewania w wolniejszych utworach
> Kesha nawet nie skomentuję, to kompletnie inny klimat
> Lady Gaga i Nicki Minaj to w ogóle abstrakcja
pozostałych nie znam, wyglądają jednak po opisach na nudno-balladkowe-alternatywno-nijakie.
Generalnie polecam Electra Heart każdemu, kto wyjątkowo lubi żeńskie wokale i kto nie dostaje mdłości na jakiekolwiek przejawy popu i elektroniki w muzyce ;)

Tags:

k-popowy przegląd środka jesieni

Ponieważ planuję na dziś sprzątanie w katalogu k-popowym, znów krótki zestaw recenzji;

Ailee - Invitation - Cały album jest trochę bez polotu. Ailee ma wymiatający głos, a w singlu Heaven po prostu dała czadu i rozwaliła mnie na łopatki. Tutaj mamy nudnawe RnB i nudnawy pop. Po prostu miałam większe oczekiwania i cieżko się pogodzić z płytą która...nie zachwyca.

AOA - wanna be - singlowe "Get out" jest chwytliwe i fajne, chociaż może nieco męczące po niezbyt dużej ilości przesłuchań xD Ogromny plus za teledysk - dziewczyny w kolejnych scenkach są poprzebierane za różne postacie filmowe. Azjatycka Hermiona zdecydowanie przypadła mi do gustu ;D Pozostałe dwa utwory są słabsze, ale generalnie również niezłe.

Chaos - kiss kiss - dość ciężkostrawne. Boysband który niczym się nie wyróżnia. Raczej jestm na nie, zwlaszcza ze nie toleruję jednoutworowych wydawnictw.

Epik High - nowy album przy pierwszym przesłuichaniu nie tylko mi sie nie spodobał, ale wręcz mnie odrzucił. Było w nim jednak coś, co kazało próbować (w przciwieństwie do albumu GD gdzie czł‌owiek wolał sobie odgryźć głowę, niż 'próbować') - i faktycznie, od trzeciego przesłuchania lubiłam całość coraz bardziej. UP (z udziałem Bom z 2NE1) - jest chwytliwe, zdecydowanie dobrym materiałem na singla, przyjemne i żeński wokal świetnie przełamuje utwór w refrenach. Don't Hate Me- zadziwiło mnie swoją lekko pop-rockową nutą, bo dla mnie EH było zawsze zespołem.. raczej hiphopowym i zupełnie do nich niepodobne jest coś takiego xD Jak już minął pierwszy szok, polubiłam. Wrong - jest wieśniackie i brzmi jak disco polo wczesnych lat 90, grane na szkolnej dyskotece albo weselu xDDD ale o dziwo też da się przyzwyczaić. It's cold - balladka z jakąś anonimowa dla mnie panną, jednak przyjemna. You don't deserve her - pierwszy zdecydowanie hiphopowy utwór na płycie, nieco nudnawy, ale zdecydowanie lepiej przyswajalny niż wszystkie gnioty w wykonaniu GD The bad guy - połączenie Wrong i You dont deserve her ale całkiem sympatyczne. Ciekawie brzmi pianino w tle, dość zapamiętywalna piosenka. Kill this love - balladka z ostrym rapem, ale całkiem niezłe. New beautiful - nieco kojarzy mi się z albumem Seo Taiji'ego sprzed kilku lat xDD kolejny zapamietywalny, dobry utwór. Ogólnie album jest dowodem, ze można zrobić hiphopowo-popowo-elektroniczny album bez dziwactw jak u GD i może być to świetne. Tym bardziej dziwi, że spod skrzydeł raczej mało zróżnicowanej wytwórni wyszły w podobnym okresie dwa..tak różne podejścia do tematu.

EXID - every night - RnB, ale całkiem.. niezłe. Teledysk gnie mózg i zdecydowanie polecam go obejrzeć ;) Nie do końca mój styl, ale piosenka jest niezła.

Gain - talk about S - wokalistka BEG kontynuuje nurt  poprzedniego albumu. Muzyka jest dość dziwna, znów coś w rodzaju tango (?), raczej ambitny rodzaj popu. Nie dla każdego i nie na każdy nastrój. Ciężko mi nawet wyróżnić ktrórykolwiek utwór, bo zupełnie nie wplatają sie w moje poczucie estetyki. Gain ma jednak cudowny głos i większość wokalistek koreanskich wypada przy niej wręcz żałośnie słabo - nawet BOM z 2NE1 brzmi przy Gain jak rozdarta panna z wczesnych eliminacji Idola xDD

84LY - girls secret party  - nie skomentuję kiepskiej nazwy zespołu i przypałowego tytułu albumu. Girl Talk i Prode są jednak dość chwytliwe i przyjemne, Papillon bardziej oryginalny i również ok, ale trochę za bardzo brzmi to jak mix wszelkich wokalistek znanych mi z Vivy. Ogólnie: małoodkrywcze, ale może być.

Goddess - farewell party - jakiś chaotyczny ten utwór... niby nie jest jednoznacznie ZŁY ale niezbyt mi się podoba.

HYUNA - melting - Ha! W końcu. Album długo zapowiadany, masa promocji, skandale jeszcze przed wydaneim. Ogólnie: sporo szumu, który ostatnimi czasy był niestety zapowiedzią źle przyprawionego kotleta z podrobów, podanego tylko bogato zdobionym talerzu z porcelany. DLatego nie miałam zbyt wiele oczekiwań i... bardzo przyjmenie sie zaskoczyłam. Jak wszyscy wiedzą, Hyuna wielką wokalistką nie jest, nie była i nie będzie, nie jest też wybitną raperką, ale dobrze tańczy i dobrze wygląda, ma też pewne zdolności aktorskie, lecz tak czy inaczej - 90% pokłonów należy się twórcom tej muzyki, a nie samej Hyunie. Intro (Straight up) pasuje do całości, chociaż moze nie jest jakieś wybitne. Ice Cream - chwytliwe, kolorowe, seksowne, świetne, a ja od wczoraj śpiewam I'll melt you down like ice cream ;)) Green Apple - może nie wymiata, ale jest całkiem przyjemne. Dear Boyfriend - balladka, raczej nudna, ale nie odrzucająca. Taka, jak to mówił mój przyjaciel Z. "pościelówa". No i wreszcie Very hot - piosenka zbanowana wszędzie zanim jeszcze wyszła na światło dzienne xD Mocno hiphopowa, z dziwacznym beatem, ale robi dobre wrażenie - chociaż raczej nie podejrzewałam samej siebie o polubienie podobnego utworu xD Całość albumu  jest dobra o tyle, że ukrywa braki wokalne Hyuny i brzmi ona ..dobrze, co jest rzadkością. Osoby rozeznane w hitach internetu MUSZĄ znać jej wersję "Gangman Style" która była po prostu przerażająca. Tu nie mamy nawet cienia skrzeczenia, piszczenia i innego syfu, charakterystycznego dla Hyuny. Chyba jednak..niepredko sie odważę patrzec na jej livy - bo po co psuć dobre wrażenie?

Jewelry - look at me - Rhytm HA to ewidentnie hiphopowe intro. Wszystko dobrze, gdyby nie głos raperki, która brzmi jakby szczekała. A dalej album brzmi jak amerykański pop końcowki lat 90 - wczesna Britney i trochę no-namów. Jakoś nie kocham tego zespołu, może nie jest to złe, ale dobre też nie.

KARA - electric boy - tytułowy utwór jest... typowym utworem Kary po japońsku i ciężko coś więcej dodać. Jest to całkiem niezłe. Orion to niestety balladka girlsbandowa po japońsku, a tego zdzierżyć nie jestem w stanie.

Magolpy - takie balladko-smęty, zasadniczo mało interesujące, a wokal irytujący na maksa. Nie wiem, jak takie przypadku stają się wokalistkami... ok, wiem - dziewczyna jest ładna. ALe nadal brzmi jak koza.

Miss A - independent women III - I don't need a man jest jednoznacznie okropne, trochę przypomina Breath i to jest zło. Ma STyle jest lepsze, ale razi archaicznością popu lat 90. Znów... If I were a boy - nieco ryzykowny tytuł, bo chyba 'ktoś' już nagrał taki utwór xD Nudne. Niedobre. Nie będę rozpisywać albumu do końca, to po prostu kompletnie nie trafiło w mój gust i jest wybitnie ciężkostrawne.

POP Con - nol ja go - tytułowy utwór to typowy żeński k-pop nie wyróżniający się absolutnie NICZYM. Sweetch - podobnie, chcoiaż chyba ta piosenka jest nieco bardziej chwytliwa.

Seo in young - let's dance - obecność SIY na rynku muzycznym jest dla mnie zagadką. Dziewczyna jest brzydka jak noc listopadowa z deszczem nawet w makijażu, głos ma średni i nieco nosowy, przez co jest męcząca, podobno umie tańczyć  - ale przez jej image nie jestem w stanie na nią patrzeć by się przekonać. Hm... nie podoba mi się ani trochę...

SNSD - Oh japanese - ta piosenka została zgwałcona japońskim i to wszystko, co mam do powiedzenia ._.

Tags:

k-pop ciąg dalszy wakacyjny

Recenzji k-popowej letniej- część II.
Tak nie bawiąc się we wstępy:

Nine muses - get up - najlepsza piosenka tego zespolu, jaka dotąt powstała, ale wciąż.. ich problemem jest zianie nudą.

N-Traing - ill forget you - niczym sie nie wyrozniający boysband z jednym utworem

Nuest - action - czekałam na ich następne po Face dokonania i hm.. jest średnio, ale przynajmniej nie jest źle. Not over you jest całkiem przyjemne, chociaż lekko przesłodzone (teledysk odrzuca), Action bardziej przypomina debiutancki singiel, chociaż nie ma aż tyle mocy, co Face. Pozostałe dwa utwory to mdłe balladki, których komentowania sobie oszczędzę.

Andamiro - wokalistka grająca typowy europop, jaki wszyscy znają z vivy i dyskotek. Niczym nie różni się od disco gwiazdek amerykańsko-europejskich i to nie jest dobre w Korei, bo płyta przeszła całkowicie bez echa. Kurcze, trochę przypomina polskich hiphopowców udających murzynów, a to nieco przykre, nawet jeśli da się słuchać. Ogólnie mi to muzycznie nawet odpowiada, chociaż tytułowe Hypnotize jest miejscami cholernie irytujące; pozostałe utwory zlewają się w jedno, ale tak jak mówię - główny problem to kompletny brak oryginalności i naśladowanie zachodu w nachalny sposób.

2NE1 - I love you w wersji japonskiej - zjechałam już wersję koreanską, wiec tu sobie daruję, bo koreanską ostatecznie polubiłam ;) po japonsku rzecz jasna brzmi gorzej i zasadniczo nie da się tego słuchać.

BBde girl - meesing around - no niesamowite, kolejny debiut! xD coś okropnego i fatalny dźwiękowiec.

BtoB - press play - tyłowa piosenka abslutnie niestrawna. Wow - brzmi dokladnie jak BSB alb inny dżastfajw... nie nie nie... I know nothing but love - połączenie dwóch poprzednich, a potem trzy zamulacze. Ej, a mi coś świta, ze oni mieli fajny debiutancki singiel!!! Cóż, to nie jest fajne.

G-Dragon - one of a kind -  (album) nooo to sobie popłyniemy. Z nowego albumu GD nie podoba mi się ani jedna piosenka. Syntezatory głosu, zamulająca elektronika, w każdej piosence masa choasu i ogólny brak pomysłu lub też milion pomysłów wzjaemnie sie ze sobą kłócących. Jedyne, co muszę przyznać, to ze na teledyski najwyraźniej wydano kupę forsy, by wyglądają zjawiskowo. Ale muzyka nadal koszmarna ... tak dla wyjaśnienia - to jakaś wersja 'nowoczesnego hiphopu' z taką ilością elektroniki, że robi się niedobrze. Co gorsza, tenże hiphop miejscami zmienia się w techno/dubstep/chujwieco.
Ale oczywiście po one of a kind i crayon, o których sie wypowiedziałam, przychodzi reszta płyty. O "witouht you" ni jestem w stanie powiedzieć nawet słowa bo zupełnie nie zapada w pamięć. "That xx" - i oto GD zrobił wszystko, by pokazać, jak koszmarnym jest wokalistą i jak słaby ma głos. Piosenka jest znośna tylko gdy 'rapuje' bo te niby-śpiewane-wypiszczane momenty niszczą móżg. "Missing you" znów anonimowe coś, kompletnie niezapamiętywalne, babka która z nim śpiewa ma manierę jak w czołówkach do anime z początku lat90 i nie chcę wiedzieć, kto to jest. "Today" przypomina 2 pierwsze piosenki, ale ma jeszcze jakiś toporny rytm w tle, natomiast "light it up" to znów jakies elektorniczne gówno z rapem.
Jakbym miałą ocenić ten album w skali 1-10 dałabym 0.

Orange caramel - lipstick - powiem tyle: pierwszy album OC jest najlepszą długogrającą rzeczą, jaką kiedykolwiek wydała ich wytwórnia. Uwielbiam całokształt, chociaż rzecz jasna starsze utwory już mnie nieco znudziły; jednakże dla samego Bubble Bath, Milkshake i Superwomen - warto się z tym zapoznać. Uroczy, spójny i przyjemny album. Słodki, jak nazwa zespołu. Idealny na pierwsze zimne wieczory.

Rania - style - pierwszy ich utwor, ktory spodobal mi sie od razu. Mało oryginalny, ale generalnie przyjemny.

Secret - 1) welcome to the secret - ok. Wiec mamy pełnogrający japonski album zespolu, ktory zawsze budził we mnie sprzeczne uczucia. Tytułowy utwór/intro - całkiem ciekawy i dość niespotykany. A potem - ODGRZEWAMY KOTLETY w japonskiej panierce! Moje zdanie - jak zwykle w tych wypadkach. Jestm na nie.
2) Poison - minialbumik, nudny jak flaki z olejem i nawte raz nie przesluchalam do konca.

She-z 1) sick - piosenka "UU" jest ok, ale w porównaniu z "my way" tandetna i strasznie obciachowa, zupelnie niewykorzsytane są tu mozliwosci wokalne dziewczyn; poza tym balladka. 2) night and day - balladka + nowa wersja My way = muzyczne zero.

six bomb - zespol ciągle włącza mi sie na last.fm w propozycjach. Dziwaczne, nudne i blaaah.

skarf - oh dance - nuda i irytujący refren drugiej piosenki.

spectrum - elektroniczno-balladkowe, nie podoba mi sie.

sunny days - nie roznia sie niczym od reszty kpopu, a jakoś ich nie lubię i nie kojarze z nimi ani jednego utworu...

Super Junior - spy - to co zwykle, nie rozrózniam ich albumów, ale zasadniczo wszystkie są ok ;) to co zwykle o nih mowie - mają dobry patent i przynajmniej widac kierunek w jakim idą. Jest ok.

Tahiti - tonight - ... piosenka obciachowa i irytująca,ale idzie się przyzwyczaić, jednak jak na KOLEJNY reklamowany zespol -kolejne rozczarowanie

U-kiss - lubilam kiedys ten zespol, ale ostatnie dokonania troche mnie nudzą...

~~~~~~

A z recenzji książkowych - przerwałam dziś czytanie "amerykańskich bogów" gaimana - opiewanej pod niebiosa książki opiewanego autora. To było straszne. Nie byłam w stanie tego zdzierżyć. Z ostatnio przeczytanych przeze mnie książek gorsza była tylko "ugryziona" (ale tamto jednak skończyłam) i męczony od 3 miesięcy audiobook ze "zmierzchem". Brak fabuły i brak charakterów - a samo to sprawia, że książka nie ma dla mnie żadnej wartości. Jak dołączyć do tego ogólne wrażenie chaosu, bełkotu i przeładowanie przenudną symboliką... masakra. Jedyne, co było ok, to kilka mini-opowiadanek z dupy, które tkwiły między "akcją właściwą". Potrzebuję na odreagowanie przyjemnej, normalnej książki gdzie jest wstęp, rozwinięcie i zakończenie oraz logiczny ciąg przyczynowo-skutkowy i żadnych, ŻADNYCH paranormalnych idiotyzmów x_x''

muzyczny przegląd k-popu po lecie, cz. 1

Okres wakacyjny obfitował w k-popie w wydarzenia, debiuty, nowości i ogólnie: wydawnictwa.Pewnie z powodu ilości coś pominę - ale to nie rzutuję. Zacznę od dwóch, a raczej - trzech 'objawień' których nie sposób nie skomentować.

T-ara i cała afera o dręczeniu jednej z wokalistek, burza w internecie i w dużej mierze - rozpirzenie przez antyfanów kariery pozostałych dziewczyn. Całą sytuacja była po prostu obrzydliwa i obserwowałam ją z zażenowaniem. Ostateczna konkluzja - nie każdy powinien bawić się w bycie gwiazdą, a jak jesteś słabego charakteru, daruj sobie na starcie, zamiast potem wchodzić w rolę rozchwianej emocjonalnie ofiary. Życzę im jak najlepiej i oby nigdy więcej podobnych akcji, zwlaszcza w momencie, gdy zespół nagrał najlepszy album w swojej karierze. Juz opisywałam "day by day" , ale muszę wspomnieć jeszcze raz o tej epce - Hue i Love Play to utwory, które były moimi prywatnymi hitami lata, oba uwielbiam, przy czym drugi z nich był nieocenioną inspiracją przy pisaniu fanfiction xD
Ale wracając do zespołu - w międzyczasie pojawiły się jakieś nowe edycje ich japonskich dokonań (nadal brzmi japonski w ich wydaniu przedziwnie) oraz nowy utwór - Sexy love. I tu chce mi się tylko śmiać, bo z jednej strony ilość 'nie lubię' na YT jest porażająca, a z drugiej utwór świeci triumfy na listach przebojów xD

PSY i Gangman style słyszeli wszyscy, co ich interesują 'hity internetu' i koreanska muzyka w jakiejkolwiek postaci, jedni kochają, inni nienawidzą, ale prawda jest taka, że jest to niezaprzeczalny ewenement i mnie osobiście raduje, że jakikolwiek koreanczyk osiaga właśnie ogólnoświatową rozpoznawalność (i bije na yt oglądalnością Justina biebera i Call me maybe xDDDD). Samą piosenkę uwielbiam, podobnie jak cały album i poprzedni album też. Nawet katastrofa w postaci wersji Gangman style z Hyuną nie psuję pozytywnego wrazenia ;D

G-Dragon i to...coś co tworzy. Nie jestem w stanie nawet określic, co to jest. One of a kind (??) było hiphopem w najnudniejszym możliwym wydaniu, a ten drugi utwor to jakaś forma balladki z glosem kastrata. Koszmar. Po prostu koszmar. Jiyong postawił Heartbreakerem poprzeczkę tak wysoko, że teraz nie sięga jej nawet stając na palcach... mam nadzieję ze kolejne jego dokonania bardziej przypadną mi do gustu i że zajęty bawieniem się w "drugiego Teddy'ego" z planowanym, nowym girlsbandem YG Family nie sprawi, iż starci swoje autorskie talenty...

A teraz - po kolei.

4minute - Love Tension - utwór jest... w porządku, ani ziębi, ani grzeje, nawet go lubię. Słaby materiał na hit gdy w podobnym czasie powstało "Sexy love".

A-Jax - hot game - boysband, którego z całą pewnością nie zapamiętam; na plus, ze nie jest to mdła balladka.

AOA - Angel's Story - "Elvis" jest chwytliwe i całkiem przyjemne, "Temptetion" moze być, "Love is only you" - nuda. Raczej przeciętny singiel i przeciętny debiut.

Attack - Plan B - tytułowy utwór GRZMOCI, zbierając wszystko, co najlepsze w koreanskim boysbandowym popie - najlepszy męski debiutancki utwór od "FACE" nuest, jednak chyba trochę zginął wśród ostatnich debiutów (?)

BAP - bardzo dobry zespół, nie zatrzymał się na jednym singlu, co się chwali ;) muzyka energetyczna, dużo basów, dobrze się tego słucha. Co prawda nie rozpoznaję członków zespołu i nie widziałam zadnego teledysku, ale jestem pozytywnie nastawiona i jednoczesnie pewna, ze nie bedzie to jeden z debiutów 2012, co zginęły jeszcze przed koncem roku ;)

Beast - "Midnight" - absoltunie nie podoba mi się ten utwór, jeden ze zdecydowanie słabszych singli Beast.

Bigstar - Bigstar - WTF!? Hot boy to jakieś techno/disco/?? rodem z vivy, klimat rapujacego murzyna w srebrnym dresie, lachonów wysmarowanych oliwką i trochę LMFAO. Nie, nie, nie...

Boa - Only one - album da się słuchać. ALe nic wiecej. Nie lubię tej wokalisti, nie zrozumiem nigd, czemu się stała popularna, nie zachwyca mnie jej głos i jej całokształt. Żeby chociaż była ładna, jak Lee Hyori, to zjarzyłabym, skąd popularność... a tymczasem Boa pozostawia mnie zawsze ze znakiem zapytania na twarzy, bo nie wiem, jak mogła stac sie tak sławna...

BOB4 - Mistery Girl - kolejny anonimowy debiut wakacyjny, ciezko mi sie odnieść... Przynajmniej nie balladka?.... ...

BTswing - Rescue101 - bardzo zły dobór muzyki na debiut, za grosz powera i 'tego czegos'

C-Clown - not alone - nie wiem, co powiedzieć o tym albumie.. nie zachwycił. Ale świetne intro... kolejny mdły troche debiut, ktoremu nie wroze wielkiej kariery.

CHAOS - 1stMINI Racer - troche kojarzy sie z BAP i NUEAST a torchę z Backstret(?) Boys i ogólnie znow nie rozpoznaję ani jednej piosenki xD ale tak letnio brzmi, może leciec sobie w tle i nie boli.

Chun ga yoon - secret garden - balladkowa katastrofa zabijająca nudą; singiel "lady" rozwala i też nie jest dobry. co to w ogóle za laska jest?...

Crayon pop - 1st mini album - baaardzo mocno promowany przed debiutem, ale widać ze na specjalistow od marketingu wydano to, co powinno bylo być wydane na dzwiekowca. Ok. Saturday night jest dosc fajne, ale po prostu brzmi jak nagrywane w garażu z użyciem keybordu dla przedszkolaków. Szkoda.

D-Unit - welcome to the business - Fajne! chwytliwe! wlaczam album i kojarzę z playlisty pierwszy utwór! :D

Evol - let me explode - babskie i silnie hiphopowe, a potem trochę swingu, akustyki w tle i rap i dalej żenska wersja BAP i disco-banjo i balladka RnB na dokładkę xDD brzmi jak 5 piosenek całkiem roznych zespolów xDDD

EXID - hippity hop - koszmarny tytuł mini albumu odzwierciedla w duzej mierze zawartość. Raczej słabe i dość cieżkostrawne. O ile pamietam, bylo bardzo mocno promowane, a brzmi troche jak plazowy pop z lat 90. Singiel z WHoz that girl był zdecydowanie lepszy.

FIESTAR - vista - kolejne promone gówno.. reklamowali to jako drugie 2ne1, wyszło badziewie z syntezatora, naprawdę nieciekawe..

Flashe - drop it - i idziemy do klubu na bounce!!! Dosć wieśniackie, ale w sumie jeszcze nie jest tak źle xD

Gstory - pinky pinky - tytuł nie daje nadziei, cos jest nie tak z wokalem, brzmi jakby dźwiękowiec dopiero uczył się obróbki i próbował osiągnąć efekt piszczącyk dziewczynek w wieku wczesnoszkolnym. O boze, wlaczylam profil tego cuda, to SĄ dziewczynki w wieku wczesnoszkolnym O___O''' jedno wielkie NIE.

Girlsday - Blue rain - proponuję producentom tego zespolu chociaz sprobowac stworzyc album, zamiast bawic sie single bez polotu.. zespol z roku istnieje, jak sądze, a jak na razie kojarze ich tylko jedną piosenkę, bo w srodku wyspiewują nazwę swojego zespołu.

GLAM - party - piosenka nudna i slaba, znow za duzo promocji, za malo... tego czegos.

KARA - pandora - całość 'moze byc' a sama "pandora".. cóż. Kolejny zespol, co zbyt dobry utwór kiedyś postawił poprzeczkę nie do przeskoczenia. Nie odbiega znacząco w dół od przeciętnych singli, ale daleko mu do STEP. Bardzo daleko. Jednak nie da się byc wymiatającym na wszelkich obszarach - nalezy pamietac, ze dziewczyny, mimo afer, zrobili w Japonii większą karierę niż SNSD i nie było chyba osoby, która nie wiedziałaby, jak wygląda taniec do Mister ;)

Kim so yeong - BLAP - NIE.
Kim so yeong - Herras - jakoś nie mogę się do tego odniesc, przeciętny singiel, jednak zasadniczo 'moze byc'. Nawet ładna balladka (2 utwór, mam tylko krzaki, nie poweim nawet co to ;))

N Yoon ji - "talk talk talk" (singiel) - niezbyt mi się podoba, ale albym Skinship całkiem ok. Jednak coś jest w tej dziewczynie, ze jakoś nie jest w stanie się wyjątkowo wybić mimo niezlych utworów.

Neon Bunny... Tak, nie żartuję, zespol tak sie nazywa i gra jakieś lekko popowo-transujące gówno z absolutnie okropnym wokalem. Masakra.

Nia - summer wink - jeden z tych zespołow co brzmią jak z czołówki anime/dramy. Nie mój styl. A balladki wieją nudą...

Miałam dziś zamiar przejrzeć do końca nowości, ale - nie ejstem w stanie wykrzesać z siebie więcej. Za dużo debiutów. Za dużo ZŁYCH debiutów. Debiutów bez polotu. Odgrzewania kotletów. Mdłości. Nieprzyjemne wrażenie, że produkcja zespołów jest na ilość a nie na jakość, co... cóż. Słychać. Oczywiście czasem zabłyśnie perła, ale jakoś te perły lśnią raczej w utytułowanych już, znanych zespołach, co coś sobą prezentują i wytwórni opłaca się przysiąść i poświęcic troche wiecej czasu przed rzuceniem na rynek chłamu, stać też na dźwiękowców co zakryją wokalne/muzyczne braki samego utworu i całość nawet jak nie rzuca na kolana to jakoś brzmi.
Debiutanci czesto nie brzmią w ogóle. Współczuję trochę tym młodym ludziom... ale nikt nie mówił że życie w girls/boysbandzie jest proste i że to TWOJ zespoł stanie się drugim SNSD czy Big Bangiem.

Tags:

Muzyczne uaktualnienie, k-popowe. Pierwszy raz z tytułami albumów, bo potem nie wiem, o co kaman.



A.Y. "I'm poison" - jakieś dziewczę, minisingiel, kompletnie bez polotu.

a pink "it girl" - dziewczyny trzymają poziom, piosenka jest powiem przechujowa. Jeden z najsłabszych zespołów powstałych w 2011, nie przestaje mnie zadziwiać, że ktokolwiek tego słucha.

Ailee - wokalistka która debiutowała 'oficjalnie' z ramienia dużej wytwórni na początku roku, z jednym tylko singlem (jednoutworowym) i licznymi występami z coverami. Debiutanckie heaven jest... piękne. To prawdopodobnie najlepszy utwór stworzony przez żeński k-pop w tym roku i dowód na to, że 'ambitniejsza' wersja popu nie musi być tak absolutnie chujowa, pozbawiona polotu i jednym słowem zjebana jak IU. Jak już jesteśmy przy IU, to ostatnio trafiłam na kolejne wywiady i stwierdzam z całą pewnością, że laska jest głupsza nawet od SooYoung z SNSD - a, uwierzcie, to ogromny wyczyn. Wracając do Ailee: przepiękne heavan z teledyskiem w kompletnie nie-k-popowym stylu oraz cover "Mr.Big" wykonywany w oryginale przez Lee Hyori; jedyny utwór live na mojej mp3. Zmiata oryginał z powierzchni ziemi. I kolejną rzecz udowadnia tutaj ta cudowana dziewczyna: wokalistka koreańska nie musi być wymalowanym lachonem kręcącym tyłkiem wśród roznegliżowanych tancerek. Bardzo, bardzo na plus, mimo że ja przecież do Son Dambi, Hyori czy Hyuny nic nie mam ;)

after school "playgirlz" - album w całości po japońsku, parę odgrzanych kotletów (chwała im za lekkie przearanżowanie, wymuszone brakiem Beki, ale zawsze!), ale nieco więcej nowości. Jak na japońskie dokonania koreanek jest wyjątkowo dobrze. Album nie jest ambitny czy poruszajacy, ale AS nigdy nie tworzyły ambitnej muzyki - one mają fajnie się ruszać, dobrze wyglądać i tworzyć przyjemną muzykę do ćwiczeń, tańca lub mycia garów. I tworzą. I w tym są dobre. I chwała im za trzymanie się sprawdzonej koncepcji.

B1A4 "the B1A4" - po stosunkowo niedawnym debiucie album pełnogrający, wpadający w uchu, bardziej elektroniczny i hiphopowy niż się spodziewałam po "beautiful target". Może nie porażają oryginalnością, ale przyjemnie się ich słucha; balladki - zdecydowanie słabe i nieciekawe, ale cała reszta jak najbardziej ok.

BTOB - debiut 2012! na minialbumie/maxisinglu "Born to beat" podoba mi się BARDZO "Insane", ale pozostałe utwory też mogą być; jak na debiut - nie jest źle.

Big bang "still alive" - czyli odgrzanie "alive" z jedną nową piosenką i wyciąganie kasy od fanek; jestem zdegustowana, ale cóż: wypuszczenie na rynek nowego girlsbandu to ogromne koszta, widać YG sobie odbija je na innych zespołach. O zwyczajnie słabym albumie z remixami nawet nie będę wspominać - utwory praktycznie w ogóle nie różnią się od oryginałów i tak na dobrą sprawę to 'the best of' z odrobiną dodatkowego rytmu. Jedyne, co ratuje negatywny obraz BB jaki mi się jawi to fakt, iż "Monster" naprawdę mnie zauroczyło.

Dal Shabet "Bang bang" - pierwszy pełnogrający album nie wnosi powiewu świeżości, nie powala na kolana, tytułowy utwór jest przyjemny ale nic więcej. Całość lekko bez polotu. Ludzie porównują je do a pink i akurat na tym tle wypadają nieziemsko dobrze xD Ale całość przesłodzona no i ten teledysk... wyjatkowo obciachowy nawet jak na k-pop. Mimo ładnych dziewczyn podrygujących w rytm muzyki - raczej zniechęca niż promuje....

EXO-K/EXO-M - to jakieś super popularne podobno, ja w ogóle nie kumam fenomenu. Debiut w 2012 (kolejny boysband powstały w ostatnich miesiacach). Nie do końca trafiają w mój gust.

Utwór "superstar" ze ścieżki dźwiękowej Dream High, wykonywany przez niepokonaną Hyorin (sistar), Jiyeon (t-ara) oraz Ailee - czyli trzy wokalistki które UWIELBIAM. Naprawdę fajna rzecz. Już niemal się wkręciłam na tyle, by odpalić tą dramę, ale z moją psychiką jeszcze nie jest aż tak źle xD

f(x) "electric shock" - kolejny minialbum dziewczyn spod skrzydeł SM, co do których mam wrażenie, że koncepcja jest następująca: "niech laski będą... całkowicie do SNSD niepodobne". Album jest dziwny, elektroniczny, z dużą dawką R'n'B, wyrazistymi basami i rytmiką... dziwny. Nieco przypomina miejscami 2NE1, ale w mniej mainstreamowej wersji; są oryginalne i ich producenci nie idą na łatwiznę. To im się chwali. Album jednak zdecydowanie bardziej user-friendly niż pinocchio/hot summer sprzed roku - bo tamto było tak oryginalne, że poza dwoma tytułowymi utworami nie dało się absolutnie słuchać, a trzeba powiedzieć, że podjęłam wiele prób. Jak wspomniałam - tu jest lepiej. Co nie zmienia faktu, że najlepszym dokonaniem f(x) pozostanie w moim sercu NU ABO.

G.Na "bloom" - z całego albumu rozpoznawalne jest tylko promujące go 2HOT. Reszta to jakieś balladkowe gówno, które ukazuje braki wokalne Jiny. Niestety, ale panna kompletnie nie umie śpiewać - ona jest od wyglądania i tańca i bycia sexy, ja jej nawet nie traktuję jak wokalistki, po to poziom mniej-więcej Hyuny /czyli wokalne dno/.

Gangkiz - zespol słabo promowany, nudnawy, nie podoba mi się ani jeden utwór. Pierwsze trzy utwory brzmią jak hity ze szkolnej dyskoteki z połowy lat 90 lub wesela.

Girls day "everyday II" - oh my god, o ile pamiętam, miało przyjemny teledysk, ale sama piosenka... no to nie jest dobre. Zdecydowanie więcej energii ma "don't flirt", ale to popiskiwanie w przejściach... nie do końca mnie przekonuje. Telepathy szybkie i gówniane, Two of us wolne i gówniane. Raczej słaby album.

Hello Venus - zespoł promowany do granic możliwosci, zupełnie niewarty uwagi. Spodziewałam się fajerwerków, dostałam sztuczne ognie ;) Może nie jest to złe, po prostu na tą ilość teaserów i zapowiedzi powinno rzucać na ziemię. No a nie rzuca. Mam wrażenie, że więcej czasu poświęcono na wymyślanie fryzur dla tych panienek niż piosenek.

JY Park & Gain "someone else" - to straszne ale polubiłam utwór tego przychlasta o głosie kozy xD Ale gdyby wykonywał go z Gain ktoś o sensownym wokalu, byłoby zdecydowanie lepiej.

JJ Project "bounce" - promowany do szaleństwa zespół, kolejny. Ale generalnie niezłe, chociaż nie do konca trafia w mój gust.

Pandora "open pandora box" - nazwa zespołu jak wszyscy widzą do kitu. Głos przetworzony do bólu. Mało przebojowe i interesujące jak na debiut... no i tylko 2 utwory... mało.

She'z "my way" - najlepszy girlsband powstały w tym roku, szkoda, że tylko 1 utwor i że przeszedł bez echa, bo jest naprawdę bardzo przyjemny; bierze to, co najlepsze z 2NE1, wczesnego 4minute i Kary - melodyjność, energia, niezłe wokale, nawet dość oryginalne. Szkoda, że to pewnie pierwszy i ostatni ich utwór.

Sunny hill - "love letter" BOŻE. To brzmi jak ścieżka dźwiękowa do taniego anime sprzed 15 lat, zespół jest archaiczny i koszmarny. Nie ma ani jednej piosenki co brzmi normalnie. Tragedia. "Midnight Circus" tutaj raczej disco-polo niż stare anime, ale nadal wieje latami 90 i nudą. "is the white house coming" to coś nowego i też obciachowe, ale tego przynajmniej się da słuchac; miało też całkiem przyjemny teledysk który odwracał uwagę od słabej muzyki. "grasshoppers" - całość niestrawna. Podsumowując: niepotrzebnie ściągałam ich całą dyskografię.

Taetiseo - czyli 1/3 SNSD. Dziewczyny dostały fajne utwory, słucha się ich nieźle, ale koncepcja i nazwa zespołu to jedno wielkie WTF. Teledysk jest kretyński. Taeyeon, Tiffany i Seo...yoon(?) prezentują się nieco śmiesznie i jakoś mnie nie kręci taka wersja. Nie lubię zresztą tej ostatniej, obok Yoony i Sooyoung najbardziej wnerwiająca członkini SNSD - no niezgodność socjoniczna, co ja poradzę! Jednak pomijając moje personalne antypatie, naprawdę niezły album, w sumie nie ma nawet jednego słabego utworu.

T-ara "round and round" - ja je lubię. Ja zniosę wszystko. Ale utwór gdzie śpiewają "pitu pitu", którego ścieżka dźwiękowa brzmi jakby była nagrana na elektrycznym pianinku w domowych warunkach jest ponad moje siły.

Idę alfabetycznie i na koniec zostało "Wonder Girls" więc mogę sobie pojechać. Oto mamy zespół, który na jakieś 4 lata działalności wydał 1 (słownie: jeden) album którego dało się słuchać i którym był poprzedni album; zespół, gdzie jest jedna laska ładna, trzy jak pierwsze lepsze z ulicy i jedna z twarzą jak po wypadku. Jak na możliwości koreańskich chirurgów plastycznych wyglądają tragicznie. Wokalnie jest słabo, może nie źle, ale słabo. Mają drętwe choreografie, który nasuwają przypuszczenie, że poza brakiem urody i talentu wokalnego laski nie umieją też tańczyc. Utwory z "wonder party" są nudne jak falki z olejem, brzmią jak jeden utwór nie wiadomo po co przerywany chwilami ciszy. Album jest ogólnie słaby, mdły i nijaki, a fakt, że ściągnęłam go razem z album f(x) oraz dal shabet jeszcze bardziej ciagnie całość w dół. WG to jeden z najbardziej dennych, nudnych i pozbawionych polotu zespołów jakie spłodziła Korea w przeciagu ostatnich lat i całości obrazu nędzy i rozpaczy dopełniają rzewne historie jakie opowiadały te dziewczynie o pobycie w Stanach, który to pobyt był jedna wielką porażką. Dla nierozeznanych: wytwórnia wysłała je tam zanim nauczyły się angielskiego (któraś z nich nie znała nawet absolutnych podstaw), nic nie kumały na wywiadach i generalnie się skompromitowały, a dodatkowe skandale o braku hotelu i histerie tych gówniar... Najbardziej żenujący jest fakt, że nie osiagnęły tam absolutnie nic, a zostały gloryfikowane przez koreański przemysł muzyczny i wspólnie z BigBang otrzymały swojego czasu nagrodę za zdobywanie innych rynków muzycznych - w momencie, gdy BB był w Japonii w pierwszej dziesiątce na Oriconie i tworzył hit za hitem. Jedno wielkie NIE.

~~~~~

A tak niemuzycznie... KURWA. Na nowo polubiłam piłkę nożną przez Euro. Aż się sama siebie boję.
Zaglądam audycję na żywo na stronie tvp i wiem, WIEM że stracę zbyt dużo czasu na gapieniu się na mecze.

Miałam też właśnie urlop i przejebałam na nicnierobieniu cztery pełne dni. Cieszyłoby mnie to gdyby nie wizja pracy magisterskiej, którą znów odsunęłam w czasie. Blah. Czekam z utęsknieniem na urlop lipcowy, naprawdę...

goodreads

Na FB była sobie całkiem fajna aplikacja o nazwie virtual bookshelf, ale przenieśli się na nowy serwer, by powstało
http://www.goodreads.com
polecam wszystkim wielbicielom czytania - naprawdę fajna sprawa. W skrócie - ogromna baza książek, gdzie wrzucasz pozycje przeczytane/czytane i oceniasz, możesz zapoznać się z recenzjami i pisać własne. Jeśli kogoś interesuje, zapraszam do znajomych ;) http://www.goodreads.com/user/show/5906210-isshi69nikkei

Tags:

down to earth

Boże, jakież życie jest skomplikowane, jakież rozmowy potrafią być skomplikowane, gdy ściemniać musisz na wszelkie możliwe sposoby i wymyślać coraz to bardziej zawiłe półprawdy i kłamstwa celem uniknięcia mówienia prawdy, BA! Celem wmówienia sobie, iż prawda jest naprawdę taka, jak to przedstawiasz! Wymawiam się lenistwem, urojeniami, traumami, fobiami, nerwicą, chorobą lokomocyjną i konfliktem z jakąś instytucją publiczną, byle tylko nie przyznać się do paraliżującego strachu przed konfrontacją z wrogiem na jego terenie!!! podsycanym rzecz jasna lenistwem, ogólnymi urojeniami, traumami, doświadczeniami i żenującym wygodnictwem.

Ale to nic.

Tylko niektórzy ciągną mnie za język, większość z nich rozpoznaję i kamufluję jakąkolwiek wiedzę pod płaszczykiem ignorancji i przyjemnej, olewczej obojętności; większość jednak NIE jest z tych pociągających, a tym można obowiadać bajki popadając w infantylizm dziecięcy godny najbardziej dramatycznego egzemplarza ENFp połączony z infantylizmem teoretyczno-baśniowym godnym ENTp. Suma sumarum - ten syntetyczny infantylizm zamyka usta ciekawym i obcina im języki, gdy dociekają, a gdy już kompletnie nic nie pomaga, zawsze można wybuchnąć histerycznym śmiechem i zacząć się ślinić do plakatu, celem ostatecznego przekonania drugiej strony, że nie, nie jestem zrównoważona, jakiż więc sens maja próby podejmowania ze mną logicznej dyskusji?!

Ludzie wierzą w moje wydurnianie.

Przynajmniej ci mili, których lubię i którzy mnie lubią, gdy się wydurniam.
A jak ci mili nawet nie wierzą i nie lubią, to są na tyle taktowni i inteligentni by odebrać przesadny infantylizm jako 'wsadź swoje pytania w dupę tak głęboko, jak możesz, bo nie zamierzam ci nic powiedzieć, przeciągasz strunę a ja jeszcze nie rozwinęłam skrzydeł i za chwilę pożałujesz, że w ogóle otworzyłeś usta z JAKIMKOLWIEK pytaniem!'.

Tych którzy nie lubią i nie są mili ja też nie lubię i też nie jestem miła i wykreślam ich różowym flamastrem w zabukowanym w moim umyśle notatniczku z jednorożcami.
Zazwyczaj są zbyt mało taktowni i zbyt mało inteligentni, by rozumieć aluzję wybuchowego infantylizmu, czym sprawiają, że różowy flamaster pęka w mojej zaciśniętej piąsteczce.

Coś jednak jest w tych fobiach i nerwicach i traumach, urojeniach, lękach i dzikim pragnieniu, by wszystko robiło się samo, bo ja zbyt słaba jestem na wojny. Jakiekolwiek wojny.

Nie, to nie jest notka do rozumienia.

Tags:

muzycznie i wiosennno-letnio

Muzycznie.

Późna wiosna i wczesne lato przyniosły garść nowości, co do których mam mieszane uczucia.
5dolls - nowa piosenka ocieka nijakością, album z klubowymi remixami jest tak świetny, jak debiutancki minialbum/maxisingiel, więc zdecydowanie na plus ;)
A pink - wydały jakiś utwór, gdzie na teledysku stoją nieruchomo w białych kieckach i NIC SIĘ NIE DZIEJE. jak i w samej piosence. Masakra.
After school - niedawno ściągnięte, mimo że kawałek już po premierze, i... Virgin jest świetnym albumem. Może nie rozwala na łopatki i nie rzuca po ścianach, ale słucha się tego naprawdę bardzo dobrze.
JJ - zespół czy też wokalistka, singielek ale całkiem przyjemne i chwytliwe, zwłaszcza utwór "bling bling", jakkolwiek idiotycznie nie brzmiałby tytuł ;)
L'Ame Immortelle - austriackie zdaje się, industrialne cudeńko. Na tle innych zespołów tego nurtu może nie wyróżnia się aż tak, ale też nie należy do tej 'gorszej połowy', tak więc jest dobrze.
Sistar19 - nuda w klimatach R'n'B, ale obie panienki się dobrze prezentują w teledysku i dobrze śpiewają. Po prostu nie mój styl, ściągnięte przez wzgląd na oryginalne SISTAR, z którego pochodzą wokalistki.
SNSD - japoński album. Wspominałam o ich japońskich dokonaniach przy okazji produkowanych masowo singli, całości słucha się lepiej. Nieco przykre, że zamiast wziąć w obroty całkiem niezłe, nowe utwory, wytwórnia zachowawczo promuje dziewczyny odgrzewanymi kotleatami ze zmienionym tekstem. Które i tak brzmią gorzej niż w koreańskiej wersji.
Lady Gaga - tak, dobrze czytacie ;) nowy album najzwyczajniej w świecie rozłożył mnie na łopatki. W setkach recenzji to pisano, ale ja powtórzę: zebrano tu najlepsze popowe chwyty ostatnich trzech dekad, zmiksowano, dopisano kontrowersyjne teksty, wrzucono trochę wstawek w obcych językach i powstała rewelacyjna, oryginalna płyta, gdzie styka się masa styli i koncepcji, gdzie każdy utwór to osobna historia i gdzie 'każdy znajdzie coś dla siebie'. Inaczej - każda kobieta znajdzie coś dla siebie. Bo to ewidentnie 'babski' album. Nie wiem, jak to inaczej nazwać.
Rammstein - wyciek w postaci wersji demo utworu "mein land" spowodował burzę w fandomie polskim, na fangirlowskim rosenrocie zapanowało wzdychanie do kilku zdjęć z planu teledysku/reklamy promującej/whatever, ludzie kwiczą w oczekiwaniu na daty koncertów i jęczą na wstęp do wyżej wymienionego wycieku, że trąbki, bazar i Goran Bregovic ;) Sam utwór to ewidentne demo, niedopracowane i miejscami cieżkostrawne. BO TO DEMO. A tak btw, to Rammstein zdaje się ze własnie wskoczył mi na drugie miejsce na last.fm. Oh, ah <3

Tags: